Paweł Imperowicz: Podbijamy, rozbijamy, jest pięknie! [ROZMOWA]

| Autor: Błażej Krawczyk |
| Publikacja: 28.11.2021 |
| Przeznaczenie: HOBBY | Kategoria wiekowa: 3+ | Trudność realizacji: 1/5 | Czas czytania: 12 min |

Lubicie grać w planszówki? A ile ich znacie? Pytam, ponieważ do niedawna żyłem w przekonaniu, że Eurobusiness, Chińczyk i Grzybobranie wyznaczają granice, poza którymi już niewiele istnieje. Myliłem się, bardzo... Zapraszam Was do pierwszego na bakcylnastart.pl wywiadu (!), podczas którego mój rozmówca - gracz pierwszej klasy, recenzent i tłumacz gier planszowych - Paweł Imperowicz, odkryje kilka kart i wpuści Nas do swojego świata.

BK: Pierwsza sekunda, druga i lecimy - miejmy nadzieję, że się nagra! Pawle, w marcu na Twoim Facebookowym profilu zobaczyłem posta, w którym informowałeś o współpracy z Portal Games Polska. Powiedz, jak to się stało, że przetłumaczyłeś grę planszową Mystic Vale dla dużej wydawniczej firmy i w dodatku, jak już wiem, jeszcze dzisiaj przed Tobą kolejne zadania?

PI: Zgadza się. Nie mogę powiedzieć, za tłumaczenie czego się dziś zabiorę, ponieważ NDA obowiązuje, natomiast mogę powiedzieć, że zaczęło się totalnym przypadkiem. Wydawnictwo Portal Games, które jest jednym z większych u nas na rynku, ma swój kanał na YouTube, a na tym kanale cykliczne audycje (wcześniej prowadzili je w poniedziałki i w piątki, teraz prowadzą je już tylko w piątki) i na jednej z takich audycji powiedzieli, że szukają kogoś, kto tłumaczy z angielskiego na polski i jak ktoś chce, może się do nich zgłaszać. Żeby było jeszcze śmieszniej, ja tego nie widziałem - mój kolega wysłał mi informację i mówi: "Ty, słuchaj - Portal szuka tłumacza, a nie chciałbyś?”. Ja mówię: “W zasadzie spoko”. I tak impulsywnie napisałem im maila, że miałem już wcześniej małą przygodę z tłumaczeniem, bo przetłumaczyłem małą grę (to było gdzieś ze dwa lata wcześniej). Wysłałem im link do tej instrukcji i oni się do mnie, w zasadzie dość szybko, odezwali i zaproponowali takie testowe tłumaczenie. No i okazało się, że podpasowało im to i long story short nasza przygoda trwa do dzisiaj. Mam już kilkanaście gier u nich na liczniku, także...

BK: Genialnie! Czyli na rynku jest Mystic Vale, a czy pozostałe gry są już w sprzedaży?

PI: Tak, jak najbardziej! Tłumaczyłem taką grę, która jest już dostępna - nazywa się Smartphone, gdzie zarządza się firmą, która właśnie wprowadza smartfony na rynek. Taką grę Coatl, w której układamy węże na wzór azteckich węży coatl (to jest taki symbol boga azteckiego). Co jeszcze...? Tłumaczyłem bardzo dużą grę, która nazywa się Bloodborne - figurki, tona kart, gruba instrukcja. Teraz weszła też nowa gra w gigantycznym pudle Clash of Cultures - to jest takie Age of Empires tylko na planszy z masą figurek. Wcielamy się w cywilizację, podbijamy, rozbijamy, jest pięknie!

BK: Gry, które tłumaczysz są dla dzieci, czy jednak raczej dla osób dorosłych?

PI: Nie zdarzyło mi się tłumaczyć gry dla dzieci, ponieważ to nie do końca wpisuje się w profil wydawnictwa. Ja raczej zostałem zaszeregowany do gier euro, i zaraz powiem o co chodzi, ponieważ ta nazwa pewnie niewiele Ci mówi.

BK: Jeszcze nie, ale zdaje się, że jest to na liście moich pytań... Eurogry i ameritrash to określenia, na które się natknąłem i zielonego pojecia nie mam, co one oznaczają.

PI: Zaraz opowiem Ci o co chodzi, ale musimy się cofnąć do tego, co my znamy. Chińczyk, grzybobranie, eurobiznes - to są gry, które już nie istnieją na rynku gier planszowych. Teraz gramy w coś, co cały świat nazywa nowoczesnymi grami planszowymi. To nie są już gry typu rzuć kostką i wykonaj kilka ruchów na planszy pionkiem, a raczej baw się pewnym ekosystemem. To jest złożenie pewnych mechanik, w których ty możesz podejmować decyzje. I teraz do początku - dwa nurty w tworzeniu gier to nurt europejski (stąd eurogry) i nurt amerykański (ameritrash). Pierwsze gry euro zaczęły powstawać głównie w Niemczech, a jak wiadomo to co niemieckie musi być twarde, dobrze policzone, nie musi być ładne, ale musi być zrobione solidnie. Takie też były te gry. Dodatkowo Niemcy bardzo chcieli odejść od wizerunku, który ciągnął się za nimi od czasów II Wojny Światowej, więc w ich grach nie mogło być nic związanego z przemocą, brutalnością, aspektami strategicznymi, wojennymi, itd. Ich gry zaczęły więc iść w kierunku ekonomii, zarządzania, rozbudowy szeroko rozumianej - i taki styl, zapoczątkowany przez Niemców, zaczęto nazywać eurogrami. Taką grą jest chociażby wspomniany przeze mnie Smartphone. A teraz idziemy do ameritrash - nazwa wywodzi się z Europy, jak najbardziej, i z pogardliwego nazywania gier powstających za oceanem (taki amerykański śmieć). Są to najczęściej gry przygodowe: bohater z mieczem w dłoni, poszedł do lochów, zabił smoka, był tam przed innymi rycerzami, wygrał. Duża przygoda, fajna opowieść, kolorowe ilustracje, dużo kostek, które o wielu rzeczach decydują. Ameritrash idą więc w kierunku losowości, ale nadal pozostawiają nam, jak na nowoczesną grę planszową przystało, dużo wyboru. W porównaniu do eurogier jest tu już jednak aspekt tej negatywnej interakcji - być może ktoś zginie, być może będzie apokalipsa i będziemy musieli się przedzierać przez hordy zombiaków. Ameritrash są zdecydowanie bardziej widowiskowe i dostarczają więcej emocji.

BK: A które gry wolisz tłumaczyć?

PI: Wiesz co, tłumaczyć wolę gry ameri, ze względu na to, że jest to troszeczkę łatwiejsze. Masz tam takiego… Hmmm… Wrócę jeszcze do jednej rzeczy, żeby dobrze powiedzieć o co mi chodzi. Tłumaczenie zwykłego tekstu z angielskiego na polski polega na tym, że mogę nieco odejść od oryginalnego zdania po to, żeby dobrze ono brzmiało po polsku - zasadą jest to, że muszę oddać sens. Przy tłumaczeniu gry pierwszą rzeczą, jaką ustala się to tzw. glosariusz pojęć - chodzi o to, że bierzemy pojęcia, które są słowami kluczami i one zawsze muszą brzmieć tak samo. Dajmy na to, jeżeli w tekście mamy “warrior” i przyjmiemy w glosariuszu, że będziemy go zawsze tłumaczyć jako “wojownik” to nie stosujemy synonimu “żołnierz”. Jeżeli mamy pojęcie “draw a card” za każdym razem piszemy “dobierz kartę”, a nie “dociągnij”, “wylosuj”, itd. Być może brzmiałoby to lepiej, gdybyśmy w dwóch zdaniach z rzędu próbowali formy zamieniać, ale zasada jest taka, że instrukcja ma pozostawić jak najmniej wątpliwości. Wracając do pytania - zdecydowanie łatwiej tłumaczy mi się gry ameri, bo w treść wrzucone są często fragmenty opowieści, które mają nadać instrukcji pewnego klimatu, przez to ja mam więcej luzu i większy margines błędu. A w grze euro wprowadzenie fabularne zajmuje pierwsze trzy zdania, a dalej jest 40 stron zasad!

BK: Eurogry, ameritrash, glosariusz, 40 stron zasad. Pawle, a gdzie w tym wszystkim są szachy?

PI: Szachy są niezwykle szanowaną grą planszową. Zresztą podobnie jak Go, która jest chińską grą polegającą na ustawianiu białych i czarnych kamyczków na planszy - jest bardzo podobna do gry, w którą pewnie kiedyś grałeś na kartce papieru i w której kropkami miałeś otoczyć przeciwnika. Go działa na bardzo podobnych zasadach, a przy tym jest wydawana w bardzo przyjemnych eleganckich wersjach. W każdym razie, wracając do szachów, to są one zawsze bardzo dobrym początkiem, ponieważ każda gra wymaga myślenia - szachy nie dają możliwości przypadkowego zwycięstwa.

BK: Obaj mamy dzieci w podobnym wieku, powiedz mi więc od jakiej gry najlepiej zacząć przyciągać 8-latka do gier analogowych, tak, aby nie został on wciągnięty przez PlayStation i XBox?

PI: Jeżeli będziecie z nim grać to proponowałbym dwie gry, które są dobre dla każdej grupy wiekowej. Pierwsza to Carcassonne - to gra, która jest na rynku już bardzo długo i jest określana mianem evergreen (zawsze zielona, zawsze świeża, zawsze dobrze się w nią gra). Jest to gra kafelkowa, tzn. nie masz planszy, tylko właśnie kafelki, z których w trakcie gry układasz planszę - zamki, drogi, pola, klasztory, itp. Każdy z graczy ma też grupę swoich osadników - drewniane małe figureczki. Druga gra nazywa się Kingdomino i to domino nie jest przypadkowe w nazwie. Otóż każdy z graczy buduje swoje królestwo złożone z kafelków domina, na których zamiast wartości wymalowane są fragmenty krain. Z tych kafelków budowane są całe krainy tj. kwadraty o wymiarach 5 na 5 pól - im więcej tych krain zbudujemy, tym więcej punktów zdobędziemy.

BK: Wcześniej mówiłeś o przepastnych instrukcjach - mało kto je czyta i odstraszają. Nie prościej więc zagrać jednak na konsoli?

PI: Ja gram od zawsze i na wszystkim. I nie powiem, gry elektroniczne są łatwiejsze i ładniejsze - masz cudowne wrażenia wzrokowe i dźwiękowe, nie musisz z niczym kombinować. Natomiast w pewnym momencie zaczęło mi brakować tego drugiego człowieka. Granie online w żaden sposób nie zastępuje kumpla, z którym jesz chipsy (nie polecam, strasznie brudzą karty i inne rzeczy). Brakuje interakcji - tego, że obserwujesz przeciwnika i już wiesz, że on wie, że do wygrania zabraknie mu tych 2 punktów! Brakuje mi rozmów nad stołem, wspólnego tematu do pogadania.

BK: Wiesz co, tutaj zahaczyłeś o temat wspólnego grania kumpli. Powiem Ci szczerze, że ja nie jestem fanem gier, nie gram zbyt wiele ani w planszówki, ani w XBox czy PlayStation, poprostu mnie to nie bawi. Ale nie o tym - chodzi o to, że kilkakrotnie było już tak, że w pewnym momencie spotkania, gdy atmosfera nieco siadała, pojawiała się jakaś gra. Początkowo było to dla mnie dosyć dziwne, no bo wiesz, dotychczasowy model domówek wyglądał jednak inaczej - była muzyka, mecz, gadanie o wszystkim i o niczym. A tutaj wchodzi planszówka i nadaje imprezie nową świeżość. Czy to wg Ciebie jest trend, który pojawił się dopiero niedawno, czy funkcjonowało to zawsze tylko ja się z tym nie spotkałem?

PI: To jest zdecydowanie trend, bo planszówki stały się po prostu popularne. Od paru lat firmy, które przychodzą do nas widzą, że nasz rynek się rewelacyjnie rozwija. Dzisiaj jesteśmy jednym z lepszych miejsc dla gier planszowych w Europie. Firmy te widzą w nas potencjał, a jeśli widzą potencjał to organizują wielorakie akcje promocyjne.

BK: Wcześniej powiedziałeś, że gry mogą mieć mnóstwo elementów, a instrukcje nawet po 40 stron. To wszystko wpływa na wysokość cen gier planszowych. Mogą one sięgać setek złotych?

PI: Wiesz co, ceny sklepowe raczej nie przebijają 500 zł. Raczej o drogich grach mówi się, że ich ceny wahają się między 200 a 300 zł. Natomiast dzisiejsze gry sprzedawane są też z dodatkami w pakiecie, a tu już okazać się może, że całość kosztuje nawet 1000 zł. Jednak są to gry skierowane głównie do kolekcjonerów - w środku jest fura plastiku, pięknie wyrzeźbione figurki, często masa elementów, które nie wpływają na samą grę. Problemem rynku gier planszowych jest obecnie też ich liczba - nie ma możliwości, nawet przy zawodowym graniu, żeby zagrać we wszystko, co się na rynku polskim pokazuje.

BK: Czy w gry planszowe można grać zawodowo?

PI: Jeśli chodzi o gry planszowe to tutaj nie ma takiej skali, jak w esporcie, który jest bardzo rozwinięty i część graczy dzięki sponsorom może z niego nawet spokojnie żyć. W planszówkach spotykane są drobne wydarzenia organizowane przez wydawców - oczywiście dla zwycięzców medale z kartofla i dyplomy się należą, ale przede wszystkim ma to charakter promocji gry. Tego typu imprezy przeznaczone są tylko dla hobbystów, bo planszówki, tak mi się wydaje, nie mają po prostu publiczności - ja nie widzę nic fajnego w patrzeniu, jak inni grają w grę. A to kibice generują zysk. W grach planszowych zawodowo można realizować się jednak na różnych płaszczyznach. Można pracować dla wydawnictwa, np. zajmując się łowieniem gier. Rzadko, które wydawnictwo utrzymuje się z wydawania swoich gier, przynajmniej nie w Polsce. Zwykle, można powiedzieć, że dobrze jest, gdy wydawnictwo w ciągu roku wydaje ok. 4-5 gier swojego autorstwa, czyli takich zrobionych od zera przez swojego autora, swoich grafików i swojego pomysłu. 90% to raczej gry na licencji, ściągane z innych krajów i tłumaczone. I tutaj pojawiam się np. ja jako tłumacz. Musi też być ktoś kto jeździ na targi gier - gra, rozmawia z innymi wydawcami, zamawia prototypy, zabiera kopie promocyjne, ocenia - jest takim testerem gier. Jest jeszcze Youtube - tam działają ludzie, którzy żyją z recenzowania gier. Ja nie byłem na Youtubie, ale zajmowałem się tym przez prawie rok.

BK: A gdzie szukać informacji o targach gier, czy o nowościach w świecie planszówek? Masz swoje ulubione serwisy, blogi?

PI: Jeśli chodzi o kulturę blogowo-planszówkową najlepszym obecnie agregatem jest znadplanszy.pl. Obecnie publikuje tam około 40 różnych autorów, może więcej, więc jest tam wiele różnych spojrzeń na gry. A to jest ważne, bo w grach planszowych, chyba w innych dziedzinach również, ważne jest, aby znaleźć blogera / recenzenta, który ma taki sam gust, jak my - jeśli okaże się, że pierwsza gra podoba się jemu i mi też, a później druga, trzecia, to ostatecznie można zaoszczędzić sporo czasu i pieniędzy. Innym ciekawym źródłem jest profil na facebooku, który nazywa się Planszowe newsy. Tworzy go kilku zapaleńców, którzy stwierdzili, że zrobią miejsce, gdzie wszystkie właśnie newsy spróbują zagregować. I muszę powiedzieć, że całkiem dobrze im to wychodzi. Ten profil jest updatowany kilkanaście razy dziennie - jeżeli jest jakiś news o imprezie, która wydarzy się na Śląsku, to prawdopodobnie oni o tym dwa słowa napiszą, jeżeli jest jakaś nowość, która wchodzi na rynek - oni o tym napiszą, jeżeli coś się zdarzyło i statek, który przewoził planszówki z Chin zatonął na morzu - oni też o tym napiszą. Planszowe newsy zdecydowanie polecam!

BK: Pawle, powoli zbliżamy się do końca naszej rozmowy, ale…

PI: Wiesz co? Najgorsze jest to, że mam wrażenie, że nic Ci nie powiedziałem!

BK: Absolutnie nie! Na początku tej rozmowy byłem na poziomie chińczyka i eurobiznesu, a teraz wiem, co oznacza ameritrash i wiem, gdzie szukać informacji o świecie planszówek. Tak, zdecydowanie podczas tej rozmowy przebyłem długą drogę... Ale zanim zakończymy, jeszcze poproszę Cię o kilka słów na temat Twojej listy TOP-5 najlepszych gier planszowych. Masz taką?

PI: Hmmm… moja żona, którą nauczyłem grać w gry planszowe uwielbia Carcassonne i nie mogę jej pominąć. Mamy wszystkie edycje i dodatki do Carcassonne i mimo, że jest kilka kiepskich edycji muszą u nas być wszystkie na półce. To jest gra na 30-40 minut, to jest gra, która sprawdza się w każdym towarzystwie. Hmmm… tak lecę wzrokiem po półce… No dobra już mam. Zacznijmy od gry, która jest dla mnie szczególnie ważna - Neuroshima Hex. To jest gra, która przywróciła mnie do świata gier. To jest gra pojedynkowa, która idealnie sprawdza się w wersji dla dwóch graczy - masz niewielką planszę, na której ustawiasz swoje figury (raz ty, raz przeciwnik) i dopiero, gdy któryś z graczy wylosuje żeton bitwy, te figury zaczynają walczyć. Dodatkowo każda figurka różni się mocą i szybkością - w zależności od tego, jak ustawimy figury może się okazać, że szybsza figura zniszczy figurę mocniejszą, bo będzie to wynikało z ich ustawienia. Neuroshima Hex - gra autorstwa jednego z najlepszych polskich twórców gier, Michała Oracza - rewelacyjna gra. Kolejna gra to Górą i dołem, której autorem jest człowieka orkiestra - Ryan Laukat. Dla mnie mega przełomową grą są też Tajniacy - nie za bardzo lubię gry słowne (a ta taką jest) i staram się omijać np. scrabble, natomiast tutaj jest inaczej. I piąta gra - Wyspa Sky. Świetna gra kafelkowa. To by była moja piątka - strasznie lekkie tytuły podałem! Żadnej ciężkiej gry - wszystkie można zagrać raz dwa z marszu...

BK: To i lepiej - w sam raz na start! Najgorzej jest zacząć od czegoś, co zniechęci do poszukiwania nowych, łatwiejszych tytułów.

PI: Tak, zdecydowanie. Ale tak bywa - taką grą, bardzo popularną, jest np. Robinson Crusoe, który ma bardzo skomplikowaną instrukcję, napisaną mało intuicyjnie, i (co najgorsze) zawierającą mnóstwo wyjątków. To robi wielką krzywdę tej grze, bo ona sama jest fenomenalna, tylko nie na początek.

BK: Ja od Robinsona na pewno nie zacznę… Pawle, czas na ostatnie już pytanie - co osobie zupełnie zielonej, takiej jak ja, potrzebne jest do rozpoczęcia gry w planszówki? Odpowiednia gra, towarzystwo, miejsce?

PI: Każdy z tych aspektów ma znaczenie, ale najważniejsze są chęci, ktoś kto potrafi zarazić grą, no i ludzie do grania. Ważne też jest miejsce - po pierwsze nie polecam grania na podłodze (jest tam bardzo niewygodnie), a po drugie doradzam unikanie rozpraszaczy (np. dzieci…). My z żoną zwykle gramy wieczorami (21-22), wtedy kiedy nikt nam już nie przeszkadza. Gramy we dwójkę, włączamy jazz i jakąś małą planszówkę załatwiamy. Jest pięknie wtedy!

BK: Czyli miejsce, ludzie, dobry moderator i dobra muzyka. Pawle, dzięki serdeczne! Zadałem kilka pytań, a Ty mógłbyś opowiadać i opowiadać. Super!

PI: Ja też Ci dziękuję i jesteśmy w kontakcie!


Fotografia:
- Agata Imperowicz