Marcin Romański: Nigdy nie jest za późno na fascynację fotografią [ROZMOWA]

| Autor: Błażej Krawczyk | Gość: Marcin Romański |
| Publikacja: 29.01.2022 |
| Przeznaczenie: HOBBY, PRACA | Kategoria wiekowa: 10+ | Czas czytania: 5 min |

Zaczynał przewrotnie – od filmu, dopiero później przyszła fotografia, z którą związany jest już ponad 15 lat. Marcin Romański. Większość czasu poświęca fotografii okolicznościowej, w której ogromną wagę przykłada do dyskrecji, klimatu i uwieczniania unikalnych chwil. Podczas realizowanych reportarzy tworzy niepowtarzalne portrety. Od kilku lat swój talent przejawia również w fotografii produktowej i biznesowej, a także fotografuje miejsca i wydarzenia. Gdzie go można spotkać? W Krakowie. Tam mieszka i prowadzi zajęcia z fotografii na jednej z uczelni wyższych.

BK: Minęło ponad 10 lat od naszego ostatniego spotkania! Wtedy przygotowałeś dla mnie i mojej żony zestaw niesamowitych fotografii. Dzisiaj zaś rozmawiamy z myślą o udzieleniu kilku rad początkującym fotografom – czytelnikom bloga „bakcyl na start”. Zacznijmy więc od początku. Z tego co pamiętam twój pierwszy kierunek studiów nie był związany z fotografią – jesteś absolwentem zarządzania na Uniwersytecie Łódzkim. Czy po uniwerku ukończyłeś inne szkoły lub kursy, które pozwoliły Ci zaistnieć w świecie fotografii?

MR: Bardzo się cieszę, że zdjęcia, które dla Was przygotowałem cały czas mile wspominacie. Swoją przygodę z obiektywem zaczynałem jakieś 25 lat temu – pierwsze zlecenia dostawałem już pod koniec szkoły podstawowej. Na początku dużo czytałem o fotografii i filmie. Studia wybrałem pragmatycznie, jednak cały czas ciągnęło mnie do fotografii. Technikę analogową zgłębiałem na Łódzkim Widzewie w klubie fotograficznym „Blenda”. Tam też były organizowane kursy i szkolenia z podstaw fotografii. Ludziom, których wtedy poznałem zawdzięczam bardzo dużo – nie tylko technikę analogową fotografii czy poznanie zasad kompozycyjnych, ale też ogólnie całościowy wgląd w estetykę obrazu. Jak tylko w Polsce zaczęły pojawiać się aparaty cyfrowe, od razu taki sobie sprawiłem. Pierwszy cyfrowy, jaki miałem nazywał się Sfinks – zgadnij, jaki miał wyświetlacz...? No właśnie nie miał jeszcze w ogóle (śmiech)!

BK: Dzisiaj sam uczysz warsztatu – jesteś nauczycielem na WSE w Krakowie. Gratuluję!

MR: Dziękuję. Praca ze studentami nie pozwala na rutynę, nie można nawet na chwilę stanąć w miejscu. Fotografia to bardzo obszerna dziedzina twórczości. Z jednej strony bardzo dynamiczna, z drugiej podstawy estetyki obrazu są ponadczasowe. Uwielbiam oglądać prace różnych fotografów, to daje mi niesamowitą satysfakcję, pozwala też czerpać inspiracje.

BK: Marcinie, na twojej stronie internetowej i profilach społecznościowych przeważa fotografia okolicznościowa. Czy gdy zaczynałeś, wybór tematu był dla Ciebie oczywisty? Dlaczego nie wybrałeś fotografii studyjnej, sportowej czy przyrodniczej?

MR: Faktycznie fotografią sportową czy przyrodniczą się nie zajmuję, ale studyjną i reporterską jak najbardziej. Zaczynałem od fotografii okolicznościowej, czuje się więc tam jak ryba w wodzie. Lubię fotografować ludzi, lubię szukać takich ustawień, aby fotografowane osoby wyglądały najatrakcyjniej. To jest jak uzależnienie – czuję spełnienie kiedy uda mi się zrobić takie zdjęcia. Praca w studiu fotograficznym paradoksalnie pozwoliła mi rozwinąć się w innych dziedzinach fotografii. Ponieważ widzę, co można osiągnąć w spokojnych warunkach studyjnych, takie same efekty próbuję uzyskać także w plenerze, czy w reportażu.

BK: Oprócz fascynacji i wiedzy do wykonywania dobrych zdjęć niezbędny jest sprzęt. Na starcie nie wszyscy mogą pozwolić sobie na pełnoklatkową lustrzankę, czy zestaw kilku obiektywów. Od czego więc wg Ciebie zacząć, żeby zbierać doświadczenie, a nie zrezygnować już na samym początku drogi? Czym ty posługiwałeś się na samym początku?

MR: Mój pierwszy aparat miał ustawianie ostrości na kroki, dosłownie na metry, nie był więc to sprzęt zaawansowany… Uczyłem się na różnych aparatach (różne skrzynki), ale prawie zawsze jeden i ten sam obiektyw: 50 mm (niezależnie czy to analog, czy cyfra). Polecam szkło 50 mm – to podstawowy obiektyw: ani szeroki, ani wąski – można powiedzieć, że do wszystkiego. Poza tym jest go najłatwiej wyprodukować, stąd też ma najlepszy stosunek jakości do ceny.

BK: Mógłbyś powiedzieć kilka słów o swoim obecnym warsztacie? Czy sesje planujesz w najdrobniejszych szczegółach? Jakiego sprzętu używasz? Ile zabierasz zapasowych akumulatorów...?

MR: Staram się zaplanować sesję na tyle na ile jest to możliwe. Ale zawsze daję sobie pewien margines na działania losowe. To znaczy pozwalam, aby mogło zadziałać też szczęście. Wszystko zależy jak zwykle od sytuacji. Jakiś przykład… Niedawno robiłem zdjęcia wioślarkom. Jak zwykle zabrałem dużo sprzętu – w bagażniku samochodu wiele się zmieści (śmiech). Podczas sesji okazało się, że możemy zrobić też zdjęcia na Wiśle. Wyobraźcie sobie, że dziewczyny (jak na mistrzynie wioślarskie przystało) zasuwały aż miło, a ja musiałem je gonić stojąc, właściwie próbując utrzymać równowagę, na motorówce! Co pewien czas zawracaliśmy na rzece i od motorówki robiły się mocne fale, które jeszcze mocniej próbowały nas wywrócić. Dodatkowo ostre wschodzące słońce oślepiało nieziemsko, tak że miejscami nie wiedziałem, gdzie patrzeć. No i jak tu cokolwiek zaplanować? Jaka kompozycja? Jakie ustawienie linii? Gdzie mocne punkty, ekspresja twarzy? I gdzie cała reszta? Wybrałem więc długi teleobiektyw 70-200 mm, aby móc regulować ogniskową z różnych odległości. W aparacie tym razem zrobiłem ustawienia półautomatyczne (ponieważ warunki oświetleniowe bardzo szybko się zmieniały), podwójna stabilizacja w obiektywie oraz aparacie, no i pozwoliłem zadziałać nieznanemu – szczypta czynnika losowego. Nawet nie wiedziałem wtedy, czy zdjęcia wyszły poprawnie, czy nie. Dopiero na brzegu na spokojnie zrobiliśmy przegląd i akceptację zdjęć – wyszło super!

BK: A co myślisz o programach do postprodukcji? Są dziś niezbędne?

MR: Przydają się i to bardzo. Choć ja uznaję taką zasadę obróbki, aby nie było jej widać (uśmiech). Od 2007 roku korzystam z Lightrooma – to tak zwana cyfrowa ciemnia fotograficzna. Czasami jednak, aby dokończyć edycję zdjęcia otwieram dodatkowo Photoshopa.

BK: I ostatnie pytanie – żeby zostać chirurgiem trzeba zacząć naukę w dosyć młodym wieku, a jak jest z fotografowaniem? Czy na fascynację, zbieranie doświadczenia i odnoszenie osobistych lub nawet publicznych sukcesów może być za późno?

MR: Nigdy nie jest za późno na fascynację fotografią. Znam wiele osób, które przygodę z fotografią zaczęły w nieco późniejszym wieku. Korzyści z zajmowania się fotografią są rozległe. Na przykład prozdrowotne: musimy się ruszyć, żeby zrobić fajne zdjęcia w plenerze, jesteśmy zmotywowani do dłuższych spacerów, często chodzimy szybciej, aby przegonić innych i zrobić im zdjęcia z przodu, albo wchodzimy gdzieś, gdzie normalnie byśmy nie wchodzili. Ćwiczymy też umysł, planujemy, tworzymy, analizujemy, rozwijamy swoją kreatywność – to całkiem niezła higiena dla umysłu. Realizując się twórczo bardzo pozytywnie wpływamy też na swoje emocje i ogólnie poprawiamy nasz stan psychiczny.

BK: Dziękuję Ci serdecznie za rozmowę. Myślę, że Twój entuzjazm i porcja przekazanych informacji będą motywacją dla wielu osób!

MR: Również bardzo dziękuję i Tobie, a czytelnikom życzę sukcesów.