Anna Kucharek: Zaparkować pod stokiem i budzić się z widokiem na góry [ROZMOWA]

| Autor: Błażej Krawczyk | Gość: Anna Kucharek / Gdzie Tylko Chcesz |
| Publikacja: 20.02.2022 |
| Przeznaczenie: HOBBY | Kategoria wiekowa: 0+/23+ | Czas czytania: 9 min |

Z jednej strony caravaning kojarzy mi się ze swobodą i możliwością przekraczania granic, a z drugiej z ciasnotą i miażdżącym dach drzewem… Jak zawsze u mnie – serce ciągnie w lewo, a rozum w prawo (albo odwrotnie). Jeśli macie podobne rozterki, przeczytajcie wielowątkową rozmowę z Anią Kucharek – entuzjastką podróży kamperem i właścicielką wypożyczalni „Gdzie Tylko Chcesz”. Zdradzę tylko, że w ciągu kilku minut słowo „kamper” zestawiamy m.in. z takimi wyrazami, jak „motywacja”, „dziecko”, „obcy”, „zima” i „Polska”.

BK: Jeszcze kilka lat temu widok kampera na polskiej drodze był czymś egzotycznym – interesującym, ale też bardzo obcym. Dzisiaj natomiast nikogo już nie dziwią ani pojedyncze pojazdy, ani ich zloty, nie dziwią też billboardy z reklamującymi się wypożyczalniami, czy też dziesiątki serwisów internetowych na temat caravaningu. Ania, co według Ciebie miało największy wpływ na taki rozwój tego rynku.

AK: Uważam, że duże znaczenie miał wzrost zamożności – generalnie żyje nam się na tyle dobrze, że wiele rodzin może pozwolić sobie m.in. na komfort myślenia o wakacjach, w tym – wcale nie najtańszych – wyjazdach domem na kółkach. Moda z wysokorozwiniętych krajów nigdy nie była nam obojętna, a kampery bardzo wpisują się w obecne trendy: jestem zupełnie niezależny, mogę każdego dnia decydować, gdzie spać, co i jak jeść, mogę wybrać widok za oknem i pogodę (w tym uciekać, gdy mi nie pasuje). Dołóżmy do tego pandemię i niepewność związaną z możliwością opłacenia i zrealizowania umówionego wyjazdu, stres u tych, którzy obawiają się zarażenia i wolą, kiedy nie ma „części wspólnych”. Poza tym jest jakaś nowa i inna energia w wyjeździe kamperem – pojawiają się one w serialach, programach, bajkach. Miks tych czynników jest naprawdę imponujący i aż trudno sobie wyobrazić, żeby kampery dalej nie zyskiwały na popularności.

BK: Projekt „Gdzie Tylko Chcesz”, który uruchomiliście wraz z Maćkiem wpasowuje się doskonale w obserwowany trend. Nie chce mi się jednak wierzyć, że to tylko czysty biznes bez choćby odrobiny uczucia… Opowiesz jak i kiedy kamper pojawił się w Waszym życiu?

AK: Wcale nie tak dawno temu – na pierwszą kamperową wyprawę pojechaliśmy w styczniu 2021 roku. Właśnie w odpowiedzi na pandemię – po frustracji, kiedy z powodu obostrzeń anulowano nam przyjazd do hotelu w czasie ferii, zobaczyłam kampera zaparkowanego niedaleko naszego domu z zachętą i informacją, że wciąż jest dostępny w czasie ferii. Następnego dnia podpisaliśmy umowę. To nie był długi wyjazd, a my musieliśmy nauczyć się podróżowania w nowych, zmienionych okolicznościach – bardzo szybko jednak przekonaliśmy się, że to ani trudne, ani straszne. A do tego wygodne. Mamy czwórkę dzieci w wieku 2/4/6/8 lat (wtedy 1/3/5/7) i kamper pozwolił nam odwiedzić kilka różnych miejsc bez konieczności przenoszenia bagaży z miejsca na miejsce, czy uzależniania się od wracania na drzemki.

BK: Doświadczenie, które już posiadacie pozwala Wam chyba dość swobodnie podchodzić do tematu organizacji wyjazdu. A o czym informujecie i co doradzacie klientom, którzy po raz pierwszy ruszają w trasę?

AK: Każdy przechodzi podstawowe szkolenie, gdzie dostaje „instrukcję obsługi” kampera. Wszelkie kwestie związane z ogrzewaniem, prądem, wodą, klimatyzacją. A poza tym – to zależy. Od miejsca, gdzie jadą, od pory roku, od tego, co chcą wiedzieć. Opowiadamy o rozwiązaniach, które nam się sprawdzają lub, z którymi wrócili do nas inni klienci – jak zabezpieczyć przedmioty w podróży, na jakich stronach szukać nowych miejsc noclegowych, jak ogrzewać samochód klimatyzacją, a jak gazem, jak radziliśmy sobie z fotelikami (choć wiele osób wynajmujących jeździ bez dzieci), czy suszeniem czapek i rękawic zimą.

BK: Spotykasz ludzi, którzy mimo zainteresowania ofertą i spełniania wszystkich formalności nie mogą znaleźć w sobie odpowiedniej motywacji? Albo takich, którzy czegoś się obawiają?

AK: To zależy, czego się obawiają i jak bardzo są otwarci na takie zmotywowanie [śmiech]. Czasami słyszę, że kamper jest za duży i trudno nim manewrować – rzeczywiście jest większy niż samochód osobowy. Przy dużych miastach często znajdowaliśmy miejsce postojowe dalej od centrum, by potem dojeżdżać w różne miejsca rowerami lub komunikacją miejską. Ale też nie zdarzyło nam się wjechać do centrum i nie znaleźć parkingu, na którym z powodzeniem się zmieściliśmy. Spotykamy się również z oceną, że kamper zanim się nagrzeje, to „lokatorzy” zdążą zmarznąć – to nie prawda: w pojeździe utrzymuje się zadana temperatura bez względu na to, czy w nim jesteśmy, czy nie. Słyszymy też, że w kamperze jest mało miejsca – no trochę jest. To zależy, czego szukamy, w ile osób jedziemy i jaki jest plan wycieczki. Jest miejsce, żeby wygodnie spać (długie łóżka i dobre materace), jest przestrzeń, żeby usiąść. Nie ma przestrzeni, żeby się swobodnie mijać. I ostatnie z zastrzeżeń – co z higieną, na pewno jest mało wody?! Zbiornik ok. 100 litrów pozwalał nam przy 6-osobowej rodzinie funkcjonować dwa dni gotując, korzystając z toalety (choć wiele osób korzysta z niej tylko awaryjnie) i biorąc prysznic raz dziennie. Poza tym jest wiele punktów, a nawet stacji, gdzie można uzupełnić wodę. Jeśli wskażesz jeszcze jakieś obawy, odpowiem. Raczej mało tych obaw klienci zgłaszają, kiedy już do nas przyjeżdżają [uśmiech].

BK: Ja należę raczej do tych już zmotywowanych, więc wielu problemów nie będę wymyślał [śmiech]. To, co mam w głowie, gdy w myślach wsiadam do wymarzonego kampera to moi dwaj bardzo energiczni synowie (3 i 8 lat). Powiedz więc, szczerze, czy z dziećmi można z radością podróżować, zwłaszcza w deszczowe dni?

AK: Jak wszędzie – to zależy. My podróżujemy i czerpiemy z tego radość. Choć większą latem niż zimą – właśnie z powodu pogody i tego, że zimą zdecydowanie więcej czasu spędza się wewnątrz kampera. Trochę, jak z wyjazdem w jakiekolwiek miejsce – ja wolę więcej wychodzić [uśmiech]. Dlatego w tym sezonie pojechaliśmy na przełomie jesieni i zimy, ale za cel obraliśmy południowe Włochy, by zimowy klimat zmienić na bardziej wiosenny. W takim układzie, to jest piękne. Parkowaliśmy na przedmieściach Rzymu, Wenecji czy Padwy, podpinaliśmy się do wody i prądu, zdejmowaliśmy rowery i zwiedzaliśmy. Nasze (ale wiem, że nie tylko) dzieci bardzo lubią kamperowe łóżka – są duże i ograniczone z większości stron – więc zrobienie wygodnej bazy, czy wojny na poduszki, to chwila i przyjemność. Jest miejsce na książki, gry i zabawki. To, co jest dla mnie ogromną zaletą kampera przy podróżowaniu z dziećmi to możliwość przygotowania im jedzenia takiego, jakie lubią i wtedy, kiedy są głodne (nie każde dziecko z radością przyjmuje różne nowe smaki, małe dzieci jedzą często inaczej niż dorośli i o innych porach). Lodówka umożliwia przygotowanie się do tego wcześniej bez obaw, że produkty się szybciej popsują. Można zabrać naprawdę dużą ilość ubrań (choć z czasem zabieramy ich coraz mniej – także ze świadomością, że coraz łatwiej je gdzieś po drodze wyprać). No i można podzielić trasę na punkty, które będą atrakcyjne dla różnych osób – a wiadomo, że każdego z rodziny cieszą trochę inne rzeczy. Można tym posterować – raz na grzyby, raz na basen, a raz w góry. Jest to łatwiejsze niż przy stacjonarnym noclegu. Kempingi w Polsce są coraz lepiej przygotowane – począwszy od atrakcji w pobliżu, przez piękne tereny, zaplecze sanitarne do kamper serwisu. W innych krajach jest jeszcze lepiej.

BK: A co z obcymi? Czy trzeba obawiać się niemiłego przyjęcia albo kradzieży?

AK: Podobno to zależy od kraju i od szczęścia. Co jakiś czas słychać o takiej czy innej sytuacji, albo nawet zorganizowanych działaniach. My na razie nie doświadczyliśmy ani pośrednio, ani bezpośrednio, ani kradzieży, ani niemiłego przyjęcia. Wręcz przeciwnie. Dzieciaki czasami coś otrzymują na kempingach, ludzie są pomocni, a podróżujący kamperami serdeczni dla siebie. Choć pewnie moje osobiste podejście utrudnia obawianie się z góry [śmiech]. Natomiast, na ile to możliwe, samochody są ubezpieczone, także od kradzieży.

BK: Pozostając jeszcze przy ograniczeniach – czy zima jest jednym z nich?

AK: Nie ma przeciwwskazań, by wyjeżdżać zimą – ma to swoje wyzwania i ma to swój urok. Zaparkować pod stokiem narciarskim i budzić się z widokiem na góry. Pić ciepłą herbatę i pisać na komputerze zerkając na to, jak zima szaleje za oknem. Dobrze zabrać dodatkową butlę z gazem, bo ciągłe ogrzewanie sprawia, że zużywa się po prostu szybciej, ale temat chłodu wewnątrz nie istnieje. Zdarzyło nam się zakładać łańcuchy – to jednak duża masa i te 7 metrów na czterech kołach – ale nie mieliśmy problemów, by finalnie dojechać w jakiekolwiek założone miejsce. Pewnie obawiałabym się mocno krętych i wąskich oblodzonych uliczek, ale na nich nie czuję się super pewnie także osobówką. Bagażnik spokojnie pomieści komplet sanek i nart dla dużej rodziny, a jak ktoś chce być bardzo zapobiegawczy – to i dwa komplety ubrań zimowych [śmiech]. Jest do niego wygodny dostęp. Na pewno jest mniej punktów, gdzie można zaparkować z pełnym serwisem, ale wystarczy sprawdzić i zaplanować trasę zgodnie z tymi, które są dostępne. No i nie trzeba codziennie mieć serwisu. Światło, kuchnia, lodówka, gniazdka USB, czy telewizor działają bez podpięcia do prądu (my mamy panele solarne i jeszcze nigdy nie zabrakło nam prądu pomimo kilku dni bez ładowania). Jest zapas wody czystej, szarą też można chwilę potrzymać (lepiej nie dłużej niż 2-3 dni, bo zdarza się, że zaczyna żyć własnym życiem… i to czuć).

BK: I na koniec jeszcze jeden nurtujący mnie temat – w zeszłym roku na National Geographic przeczytałem, że Polska, obok Danii, Norwegii czy Estonii, jest jednym z najlepszych miejsc w Europie dla miłośników caravaningu. Czy potwierdzisz taką ocenę?

AK: Uczymy się. Są przewagi w jednych aspektach, w innych mamy sporo do nadrobienia. Wciąż dozwolony jest caravaning na dziko (inaczej jest np. w Niemczech), mniejsza jest gęstość punktów przystosowanych do obsługi kamperów niż np. we Włoszech (ale naprawdę nie ma ich mało i wyglądają coraz lepiej). Mamy pogodę, która sprawia, że przyjemny caravaning zamyka się w kilku miesiącach zamiast w całym roku (jak na południu Europy). Mamy raczkującą infrastrukturę w porównaniu do państw na zachodzie (tam prawie każdy zjazd z autostrady oznaczony jest kamperem i jest możliwe wykonanie serwisu – nie mówiąc o miastach). Mamy natomiast piękne tereny i przyjaznych ludzi (wbrew pozorom [uśmiech]).

BK: Po takiej rozmowie nie pozostaje mi nic innego, jak tylko zaplanować urlop i to nie czekając na lato! Dziękuję Ci za poświęcony czas i porządną porcję informacji. Udanych podróży!

AK: Dziękuję i do zobaczenia w trasie!