10 na 100. Fotografem bywać (część I).

| Autor: Błażej Krawczyk |
| Publikacja: 19.03.2021 | Aktualizacja: 2.01.2022 |
| Przeznaczenie: HOBBY, PRACA | Kategoria wiekowa: 10+ | Trudność realizacji: 3/5 | Czas czytania: 7 min |

"Jeśli Twoje zdjęcie nie znajdzie się w National Geographic zanim skończysz 35 lat to zajmij się czymś innym" usłyszałem jako dwudziestoparolatek od sporo starszego znajomego. Zbliżają się moje urodziny - właśnie te urodziny - i mimo, że nadal czekam na swój numer Magazynu to aparatu fotograficznego nie oddam, nie sprzedam, nie zrezygnuję! Dlaczego?

Oczywiście historia rozwoju urządzenia jak i fotografii jako dziedziny sztuki czy biznesu jest długa i interesująca, jednak absolutnie nie ona skłoniła mnie do zasmakowania tego bakcyla. Nie przesądziły również wykonywane w latach 90-tych Zenitem i Olympusem fotografie rodzinne, ani też kolorowe obrazy odległych miejsc publikowane w podręcznikach od geografii. Obecnie to wszystko ze wszech miar doceniam, jednak w tryb "foto" przełączył mnie dopiero czas studiów - najpierw na potrzeby dokumentowania wypraw krajoznawczych, później w celu poznawania mikroświata. Niestety mój ówczesny pierwszy i osobisty aparat (kompaktowy Nikon) miał jedną wadę - był w pełni automatyczny i nie pozwalał na dowolne eksperymentowanie z czasem naświetlania, wielkością przysłony czy ogniskową obiektywu (zresztą, wtedy nie miałem jeszcze pojęcia o ich istnieniu). Efekty nie były więc zadowalające. Na szczęście Nikona pochłonął piasek nadbałtyckiej plaży (!), zaś we mnie z czasem coraz silniejsza stawała się potrzeba rozwikłania zagadek fotografii - jak rozmyć tło, zatrzymać pędzący samochód w bezruchu czy sprawić by morskie fale się pieniły? Dziś - ponad dekadę później - przyznać muszę, że profesjonalistą nie zostałem (jeszcze), ale ścieżkę na skróty do fotostartu zaproponować chyba potrafię.

Krok #1 - wiele godzin / 0 PLN - wstępny dobór aparatu i optyki - od tych dwóch elementów będzie zależał wachlarz Waszych przyszłych możliwości. Możecie zdać się na urządzenia wbudowane w Wasze smartfony, możecie próbować sił z aparatami cyfrowymi lub też możecie zaufać lustrzankom z wymienną optyką - i wbrew pozorom wybór wcale nie jest oczywisty. Smartfony macie zawsze przy sobie, więc nie ominie Was żadna okazja do zatrzymania czasu, lustrzanki dają możliwość kreatywnego manewrowania parametrami dzięki czemu uzyskać możecie efekty nieszablonowe, zaś cyfrówki są wyborem pośrednim godzącym możliwości z kosztami. Mój wybór padł na mix podręcznego smartfona (obecnie Samsung M51) i ekonomicznej lustrzanki z obiektywem portretowym (niezmiennie Canon 600D z 50mm f/1,8) - jedno i drugie używane w różnych okolicznościach i potrzebach. Zanim jednak sami podejmiecie decyzje inwestycyjne wykonajcie krok 2 i 3 - do wyboru wyposażenia jeszcze wrócimy.

Krok #2 - kilka dni / kilkadziesiąt PLN - poznanie podstaw teoretycznych fotografii - uwierzcie mi, że umiejętność rozszyfrowania oznaczeń 60 mm, f/16 czy ISO 200 stanowi punkt wyjścia do świadomego fotografowania. W Internecie oraz w księgarniach natkniecie się na liczne pozycje, które w mniejszym lub większym stopniu wprowadzają w tajniki warsztatu, jednak znalezienie pozycji kompletnej nie jest łatwe. Krokami milowymi dla mnie były "Fotografia bez tajemnic" B. Petersona (ok. 35 PLN) oraz ... instrukcja obsługi Canona! W pierwszej pozycji znalazłem (wreszcie!) zestawienie fotografii z opisem parametrów, które umożliwiły uzyskanie określonego efektu wizualnego. Druga zaś publikacja w szczegółach odsłoniła wszystkie techniczne możliwości aparatu (od zmiany formatu zapisu pliku, przez określanie punktu ostrzenia, po blokowanie ustawień ekspozycji). Oczywiście na rynku oferowane są także liczne kursy fotograficzne (o kierunkach fotograficznych na uczelniach wyższych nie wspomnę), które zapewne szybciej i w sposób bardziej angażujący przekazują potrzebne informacje, sam jednak z nich nie korzystałem, więc też ich oceny się nie podejmuję. Niezależnie od wyboru ścieżki kształcenia sukcesu niestety raczej nie odniesiecie bez zrealizowania kroku 3.

Krok #3 - jedna chwila bądź długie lata / od 0 PLN - wybór obiektu, obszaru lub dziedziny fotografii - możecie uwieczniać na matrycy światłoczułej osoby, rośliny czy architekturę, możecie specjalizować się w portretach, makrofotografii czy ujęciach z lotu ptaka, możecie być fotografami przyrody, sportu czy wojny. Możecie wszystko - tylko obierzcie swój kierunek, ponieważ od niego zależy jakiego wyposażenia będziecie potrzebowali (czytaj: ile pieniędzy będziecie musieli zainwestować). A jeżeli jeszcze tego nie potraficie poszukajcie inspiracji w albumach lub na blogach - ja robię to nieustannie (ostatnio odkryłem Wojciecha Radwańskiego, lubię przeglądać album "10 lat - fotografie Gazety Wyborczej, tom III", zaś z Szerokim Kadrem jestem na bieżąco).

Krok #4 - 5 minut na złożenie zamówienia i oczekiwanie na przesyłkę / od kilkuset PLN - zakup sprzętu - jeżeli świadomie wykonaliście poprzednie kroki (i macie luźną gotówkę) to ten etap jest czystą przyjemnością. W przypadku jednak, gdy macie wątpliwości czy aby na pewno ten czy inny obiektyw sprosta Waszym oczekiwaniom i jest wart swojej ceny możecie sprawdzić jak wypadł w teście portalu optyczne.pl.

Krok #5 - non stop / od 0 PLN - szukanie okazji do dobrych ujęć, a przede wszystkim ich nieomijanie - ja do dziś dnia żałuję zignorowania sceny, w której stojący centralnie pod biało-czerwona flagą w dniu 11 listopada niedzisiejsi panowie raczyli się tanim alkoholem ("Patriotyzm po polsku' tak bym zatytułował tę fotografię, niestety...).

Fotografowanie daje niesamowitą satysfakcję - zatrzymanie na zawsze w bezruchu klucza przelatujących na tle popołudniowego nieba gęsi, uchwycenie wyostrzonego na 100% błysku w oku, czy uwiecznienie na jednym obrazie czterech pokoleń rodziny uwalniają ogromne ilości endorfin, które dodatkowo motywują do dalszej pracy. Należy jednak być świadomym faktu, że nie każde zdjęcie (wykonane nawet przez wytrawnego profesjonalistę) nadaje się do zachowania na dysku pamięci. Osobiście trzymam się zasady wskazanej przez B. Petersona - "Spośród każdych naświetlonych 100 zdjęć, zwykle nie więcej niż 10 jest wartych zachowania" (to jedno zdanie czyni cuda, uwierzcie mi). Gdyby jednak nawet takie podejście nie było dla Was wystarczające to na rezygnację jest jeszcze o wiele za wcześnie - z pomocą przychodzi nam bowiem rzesza programów do postprodukcji, które nawet z pozornie nieudanego zdjęcia potrafią wyciągnąć coś interesującego (flagową aplikacją w tej materii jest oczywiście Adobe Photoshop Lightroom - w wersji podstawowej bezpłatnie do pobrania z Google Store).

Podsumowując - łapcie bakcyla i strzelajcie fotografie zawsze, gdy macie ku temu okazję! Być może jedna z nich znajdzie się w National Geographic lub przyniesie Wam nagrodę w jednym z niezliczonych obecnie konkursów.

Powodzenia!

Źródła:
- Peterson B., Fotografia bez tajemnic, Łódź, 2010
- www.szerokikadr.pl